O seksie potrafimy myśleć, fantazjować, tęsknić za bliskością i zastanawiać się, czego pragniemy — a jednocześnie niezwykle trudno jest nam o tym mówić. Czasem łatwiej powiedzieć partnerowi, że boli nas kręgosłup, niż przyznać: „brakuje mi dotyku”, „chciałabym czegoś innego”, „mam fantazję, o której wstydzę się powiedzieć” albo „nie wiem już, czego potrzebuję”.
Rozmowa o seksualności wymaga szczególnego rodzaju odwagi, ponieważ dotyka nie tylko ciała. Dotyka również poczucia własnej wartości, atrakcyjności, wstydu, granic, wcześniejszych doświadczeń, lęku przed oceną i potrzeby bycia zaakceptowanym. Dlatego milczenie nie zawsze oznacza brak potrzeb. Czasami oznacza po prostu, że nie mamy języka, którym potrafilibyśmy o nich opowiedzieć.
Fantazja seksualna nie jest również zobowiązaniem ani deklaracją: „chcę to zrobić”. Może być przestrzenią wyobraźni, ciekawości i poznawania siebie. Możemy mieć fantazje, których nigdy nie będziemy chcieli realizować. Możemy też odkrywać pragnienia, o których chcielibyśmy porozmawiać z drugą osobą i wspólnie zdecydować, czy jest w nich przestrzeń dla obojga.
Dobra komunikacja seksualna nie polega więc na tym, żeby powiedzieć partnerowi wszystko. Polega na stworzeniu relacji, w której można mówić o pragnieniach, potrzebach, granicach, zgodzie, odmowie i zmianach zachodzących w naszym ciele — bez zawstydzania i bez przymusu.
Bo „jeśli mnie kocha, powinien wiedzieć” jest jednym z najbardziej szkodliwych przekonań dotyczących bliskości. Drugi człowiek nie czyta naszych myśli. Nawet najbardziej kochający partner może nie wiedzieć, czego pragniemy, jeśli nigdy mu o tym nie powiedzieliśmy.
Ten tekst jest właśnie o tym: jak odzyskać język seksualności i nauczyć się rozmawiać o tym, co naprawdę czujemy.
Na początek zatrzymaj się przy sobie i sprawdź: jakie Ty masz fantazje i pragnienia? Czego potrzebujesz? Co Cię ciekawi? O czym marzysz? Co sprawia Ci przyjemność, a czego być może jeszcze nie potrafisz powiedzieć drugiej osobie?
Nie musisz od razu znać wszystkich odpowiedzi. Czasami samo zadanie sobie tych pytań jest początkiem poznawania własnej seksualności.
Jeśli chcesz porozmawiać z partnerem lub partnerką, wybierz spokojny moment, kiedy żadne z Was się nie spieszy. Zadbaj o intymną i bezpieczną atmosferę, bez telefonów, obowiązków i innych rozpraszaczy. Nie każda rozmowa o seksie musi również odbywać się w łóżku. Czasami znacznie łatwiej rozmawiać podczas spaceru, wspólnej kolacji czy spokojnego wieczoru.
Jeżeli pojawia się strach, wstyd albo trema — zaakceptuj je. Mówienie o seksualności dla wielu osób jest trudne, szczególnie jeśli w domu rodzinnym, poprzednich relacjach czy otoczeniu seksualność była tematem tabu.
Pomocne może być używanie komunikatów zaczynających się od „ja”:
„Czuję…”„Chciałabym…”„Potrzebuję…”„Marzę o…”„Jestem ciekawa…”„Chciałabym kiedyś spróbować…”
Zamiast: „Ty nigdy nie…”, można powiedzieć: „Brakuje mi…”.
Zamiast: „Zawsze robisz…”, można powiedzieć: „Chciałabym, żebyśmy spróbowali inaczej…”.
Daj również drugiej osobie czas na oswojenie się z tym, co usłyszała. Nie każda cisza oznacza odrzucenie. Czasami człowiek po prostu potrzebuje chwili, żeby pomyśleć.
Zacznijcie od prostych i łagodnych tematów, a dopiero później przechodźcie do tych bardziej intymnych.
Nie musimy dzielić się wszystkimi fantazjami od razu.
Kiedy partner lub partnerka zaczyna mówić o swoich pragnieniach, spróbuj słuchać bez oceniania i krytyki. Fantazja nie oznacza przecież automatycznie potrzeby jej realizacji.
Rozmowę można rozpocząć bardzo prosto:
„A Ty? Co najbardziej lubisz w naszym seksie?”
„Czy jest coś, czego zawsze chciałaś/chciałeś spróbować, a jeszcze nie mieliśmy okazji?”
„Czy jest coś, czego chciałabyś/chciałbyś więcej?”
„A czego potrzebujesz mniej?”
To mogą być niewielkie pytania, ale odpowiedzi potrafią otworzyć zupełnie nową przestrzeń bliskości.
Masz prawo fantazjować.
Fantazja nie jest zdradą, deklaracją ani zobowiązaniem do działania. Jest częścią naszej wewnętrznej rzeczywistości.
W długotrwałych relacjach czasami pojawiają się nuda, rutyna i przyzwyczajenie. To nie musi od razu oznaczać, że związek jest zły albo że partnerzy przestali się kochać.
Powszechny mit, który pokutuje w społeczeństwie, mówi o tym, że dobry związek to taki, w którym przez cały czas utrzymują się namiętność i pożądanie.
A przecież to naturalne, że namiętność nie utrzymuje się ciągle na tym samym poziomie.
Zmieniają się nasze ciała. Zmieniają się hormony, zdrowie, obowiązki, poziom stresu, doświadczenia życiowe i sposób, w jaki patrzymy na samych siebie. Zmienia się również relacja.
I właśnie o tych zmianach warto ze sobą rozmawiać.
Możemy powiedzieć sobie, co zmieniło się na przestrzeni miesięcy czy lat. Co utraciliśmy, za czym tęsknimy, ale również — co zyskaliśmy.
Warto zauważać także dobre zmiany.
W długotrwałych relacjach pierwsza intensywność zakochania może z czasem ustępować miejsca przyjaźni, bezpieczeństwu, zaufaniu, czułości i głębokiej znajomości drugiego człowieka. To również ogromna wartość.
Ważne jest także szanowanie zmieniającego się ciała — swojego i partnera. Ciało dwudziesto-, czterdziesto-, pięćdziesięcio- czy siedemdziesięcioletnie może potrzebować czegoś innego. Seksualność również może dojrzewać razem z nami.
Dla wielu osób bezpieczniej jest nie rozmawiać o seksie.
Dlaczego?
Bo rozmowa oznacza odsłonięcie siebie.
Jeżeli powiem Ci, czego naprawdę pragnę, daję Ci jednocześnie możliwość powiedzenia: „nie”.
A to może boleć.
Ludzie boją się odrzucenia, wyśmiania, niezrozumienia albo tego, że partner zacznie patrzeć na nich inaczej.
Czasami więc łatwiej przez lata milczeć.
Paradoks polega na tym, że brak rozmowy, który miał chronić nas przed odrzuceniem, może stopniowo zwiększać dystans pomiędzy partnerami.
Jeżeli nie rozmawiamy o preferencjach, potrzebach, granicach i fantazjach seksualnych, druga osoba ma niewielką możliwość dowiedzenia się, czego naprawdę potrzebujemy.
Jeżeli bez problemu używamy słowa „łokieć”, dlaczego wypowiedzenie słów takich jak „napletek”, „jądra”, „penis”, „srom” czy „wagina” wywołuje u części osób zakłopotanie?
Mówienie wprost o ciele wyposaża człowieka w język potrzebny do komunikowania własnej fizyczności, zdrowia, potrzeb i granic.
Może być to trudne, ponieważ wielu z nas po prostu nigdy tego języka nie nauczono.
Być może w naszym domu o genitaliach mówiło się wyłącznie za pomocą zdrobnień. Być może seksualność była tematem tabu. Być może nie rozmawiało się o niej wcale.
Wierzę jednak, że praktyka czyni mistrza.
Powtarzanie sobie — nawet początkowo cicho pod nosem — takich słów jak „jądra”, „penis”, „srom”, „wagina” może sprawić, że stopniowo zmniejszy się napięcie związane z ich wypowiadaniem.
Z czasem oswajamy się z tym słownictwem i z tym, jak te słowa brzmią wypowiadane naszym własnym głosem.
Bo trudno komunikować swoje potrzeby dotyczące ciała, jeżeli wstydzimy się nawet nazwać jego części.
„Jak kocha, to rozumie” taaaaaaaa, takie teksty to tylko w bajkach, i nie mam namyśli bajek dla dorosłych..
To jedno z największych kłamstw dotyczących relacji.
Miłość nie daje zdolności czytania w myślach.
Partner może nas kochać i jednocześnie nie wiedzieć, jakiego dotyku potrzebujemy. Może nie wiedzieć, czego nam brakuje, czego pragniemy albo że coś, co kiedyś sprawiało nam przyjemność, dzisiaj już jej nie sprawia.
Być może część problemu tkwi w tym, że po prostu nie znamy języka własnej seksualności.
A skoro go nie znamy, możemy zacząć go tworzyć.
Być może potrzebujecie stworzyć swój własny język seksualności.
Nie każda para musi mówić o seksie językiem podręcznika seksuologii. Intymność ma również prawo do humoru, lekkości i własnych kodów.
Możecie stworzyć słowa i określenia, które będą zrozumiałe tylko dla Was.
Może to być:
„Mamy dzisiaj robótkę?”
Niech znajomi zastanawiają się, jaką chałturę wykonujecie wieczorami.
Albo:
„Pieczemy dzisiaj ciasto?”
Możecie mieć własne określenia na bliskość, dotyk, ochotę na seks albo potrzebę pobycia tylko we dwoje.
Ważne, żeby oboje wiedzieli, co oznaczają, i czuli się z nimi dobrze.
Własny język seksualności może budować intymność w związku, ponieważ tworzy mały świat dostępny tylko dla dwojga ludzi.
Jednocześnie dobrze jest umieć używać także bezpośredniego języka, szczególnie kiedy rozmawiamy o zdrowiu, zgodzie, granicach czy konkretnych potrzebach.
Normalizacja seksualności wymaga od nas również odrobiny krytycznego myślenia.
Jeżeli jakieś zachowanie, wygląd, słowo albo temat dotyczący seksualności wywołuje w nas bardzo silne emocje, warto czasem zatrzymać się i zapytać:
„Dlaczego właściwie tak reaguję?”
Skąd pochodzi moje przekonanie?
Czy rzeczywiście jest moje?
Czy wyniosłam je z domu?
Czy pochodzi z religii, kultury, poprzedniej relacji, doświadczenia zawstydzenia, filmu, pornografii, mediów albo opinii innych ludzi?
Nie chodzi o to, aby wszystko sprowadzać do erotyzmu ani uznawać każdą fantazję za coś, co należy realizować.
Chodzi o ciekawość wobec samego siebie.
Nasze reakcje są dla nas ważną informacją zwrotną.
Warto więc od czasu do czasu zadać sobie pytanie:
„Czy moje aktualne podejście do seksualności mi służy?”
„Czy jest mi z nim dobrze?”
„Czy moja seksualność daje mi przyjemność i poczucie wolności, czy przede wszystkim napięcie, wstyd i lęk?”
„Czy potrafię mówić »tak«, ale również powiedzieć »nie«?”
„Czy potrafię komunikować swoje granice?”
„A może jest coś, co chciałabym zmienić, poznać albo rozwinąć?”
Zapraszam. Chętnie rozmawiam o ciele, seksualności, potrzebach i emocjach.
Czy warto opowiadać obecnemu partnerowi o szczegółach życia seksualnego z poprzednich relacji?
Nie ma jednej odpowiedzi odpowiedniej dla wszystkich par.
Nie musimy przedstawiać partnerowi szczegółowej historii swoich wcześniejszych doświadczeń seksualnych. Szczególnie wtedy, gdy takie informacje nie wnoszą niczego wartościowego do obecnej relacji, a mogą uruchamiać porównywanie się, zazdrość lub poczucie niepewności.
Są jednak sytuacje, w których rozmowa o przeszłości może być ważna — szczególnie jeśli wcześniejsze doświadczenia wpływają na nasze obecne granice, reakcje, zdrowie seksualne, poczucie bezpieczeństwa czy potrzeby.
Dużo zależy od dojrzałości obu osób, intencji rozmowy oraz tego, po co właściwie chcemy daną informację przekazać albo poznać.
Przed zadaniem bardzo szczegółowego pytania warto czasami pomyśleć:
„Czy naprawdę potrzebuję znać odpowiedź?”
A przed opowiedzeniem:
„Czy ta informacja pomoże nam lepiej się zrozumieć?”
Czy kobiety i mężczyźni fantazjują inaczej?
Nie wiem, ale zamierzam się dowiedzieć.
To temat na osobny artykuł, ponieważ seksualne fantazje są znacznie bardziej różnorodne, niż często zakładamy. Wpływają na nie nie tylko płeć, lecz także osobowość, doświadczenia, kultura, relacje, poczucie bezpieczeństwa i indywidualna historia człowieka.
Dlatego zamiast zakładać z góry, „o czym fantazjują kobiety” albo „czego chcą mężczyźni”, znacznie ciekawiej jest zapytać konkretnego człowieka:
„A o czym fantazjujesz Ty?”
Brak rozmowy o seksualności może stopniowo prowadzić do narastania frustracji i dystansu.
Jedna osoba czeka, aż druga się domyśli.
Druga nie ma pojęcia, że cokolwiek jest nie tak.
Z czasem może pojawić się coraz mniej dotyku, coraz mniej inicjowania zbliżeń i coraz więcej napięcia.
Niezaspokojone potrzeby nie zawsze dotyczą wyłącznie samego seksu. Czasami pod zdaniem „brakuje mi seksu” znajduje się zupełnie inna potrzeba:
„Chcę czuć, że mnie pragniesz”.
„Potrzebuję dotyku”.
„Chcę czuć się atrakcyjna”.
„Brakuje mi naszej bliskości”.
„Chcę znowu poczuć, że jesteśmy kobietą i mężczyzną, a nie tylko zespołem zajmującym się domem, dziećmi i rachunkami”.
„Tęsknię za nami”.
Kiedy nie potrafimy o tym rozmawiać, część osób zaczyna szukać zastępczych sposobów regulowania napięcia lub realizowania seksualności — na przykład poprzez pornografię, cyberseks czy wycofanie się w świat fantazji.
Pornografia sama w sobie nie musi oznaczać problemu. Problem może pojawić się wtedy, gdy zaczyna zastępować relację, staje się kompulsywna, powoduje cierpienie albo jest jedynym dostępnym sposobem przeżywania seksualności.
Niektóre osoby wybierają samotną aktywność seksualną również dlatego, że czują się na tyle zmęczone życiem i zobowiązaniami, że seks partnerski zaczyna być odbierany jako kolejny obowiązek wymagający czasu, energii i zaangażowania.
I właśnie wtedy zamiast pytać wyłącznie:
„Dlaczego nie uprawiamy seksu?”
warto czasem zapytać:
„Co wydarzyło się pomiędzy nami, że przestaliśmy mieć na siebie przestrzeń?”
Seksualność jest związana z ciałem, emocjami, stresem i funkcjonowaniem układu nerwowego. Dlatego długotrwałe napięcie, przemęczenie, brak poczucia bezpieczeństwa, trudności w relacji czy problemy zdrowotne mogą wpływać zarówno na libido, jak i na sposób przeżywania bliskości.
Ważne jest jednak, aby nie odwracać tej zależności i nie zakładać, że brak seksu jest bezpośrednią przyczyną chorób.
Bóle kręgosłupa, dolegliwości reumatyczne, problemy układu pokarmowego, choroby kardiologiczne czy nerwobóle nie powinny być interpretowane jako prosty komunikat organizmu: „masz za mało seksu”. Takie objawy mogą mieć wiele przyczyn i wymagają odpowiedniej diagnostyki.
Jednocześnie ciało rzeczywiście może reagować na przewlekły stres i napięcie. Możemy obserwować napięcie mięśniowe, problemy ze snem, trudności z rozluźnieniem, zmiany libido czy większą drażliwość.
Dlatego zamiast traktować seks jak „lekarstwo”, warto spojrzeć szerzej:
Jak się czuję w swoim ciele?
Czy potrafię odpoczywać?
Czy czuję się bezpiecznie w relacji?
Czy mam przestrzeń na przyjemność?
Czy mój dotyk jest chciany i czy ja sama potrafię powiedzieć, jakiego dotyku potrzebuję?
Czy potrafię rozpoznać, kiedy moje ciało mówi „tak”, a kiedy mówi „nie”?
Seksualność może być jednym z obszarów naszego dobrostanu, ale nie powinna być obowiązkiem ani miernikiem wartości związku.
Rozmowa o seksualności nie jest dodatkiem do bliskiej relacji. Jest jednym ze sposobów jej budowania.
Nie oznacza jednak, że partnerzy muszą dzielić się każdą fantazją, realizować wszystkie pragnienia albo mieć identyczne potrzeby.
Dojrzała intymność pozostawia miejsce zarówno na „chcę”, jak i „nie chcę”, „jestem ciekawa”, „nie jestem jeszcze gotowa”, „potrzebuję czasu” czy „to nie jest dla mnie”.
Warto również pamiętać, że seksualność człowieka nie jest czymś nieruchomym. Zmienia się wraz z wiekiem, doświadczeniami, zdrowiem, stresem, hormonami, poczuciem bezpieczeństwa, obrazem własnego ciała i jakością relacji.
To, co było dla nas ważne kilka lat temu, dzisiaj może już takie nie być. I odwrotnie — możemy odkrywać potrzeby, których wcześniej w ogóle nie potrafiliśmy nazwać.
Dlatego zamiast oczekiwać, że druga osoba sama się domyśli, warto uczyć się mówić:
„Tego potrzebuję”.
„To sprawia mi przyjemność”.
„Tego nie chcę”.
„Tego chciałabym spróbować”.
„O tym fantazjuję”.
„Tego się boję”.
„Tutaj jest moja granica”.
Taki język nie odbiera seksualności spontaniczności. Przeciwnie — może tworzyć bezpieczeństwo potrzebne do tego, aby pojawiły się ciekawość, swoboda, przyjemność i prawdziwa bliskość.
I być może najważniejsze pytanie nie brzmi:
„Czy moja seksualność jest normalna?”
Znacznie ważniejsze jest:
„Czy sposób, w jaki przeżywam swoją seksualność, jest dla mnie dobry? Czy czuję się w nim bezpiecznie? Czy potrafię rozpoznawać swoje potrzeby i granice? Czy umiem o nich mówić?”
Seksualność nie musi być przestrzenią wstydu, domysłów i milczenia. Może być przestrzenią poznawania siebie, komunikacji i spotkania z drugim człowiekiem.
A czasami pierwszym krokiem do zmiany życia seksualnego wcale nie jest nowa technika, pozycja czy fantazja.
Pierwszym krokiem jest znalezienie słów.
Ilona Malicka-Janek
Profesjonalne Sesje i Masaże Tantryczne, sesje Life Coachingu, zmiana stylu życia.
Zadbaj o swoje zdrowie z ekspertem.
Pon-Pt: 10:00 - 21:00
Sob: 10:00 - 17:00
Niedz: Zamknięte
Strona www stworzona w kreatorze WebWave