„Dlaczego ciągle trafiam w podobne sytuacje?”
Dlaczego w kolejnych relacjach pojawia się podobny ból? Dlaczego trudno mi pozwolić sobie na sukces, pieniądze, spokojną miłość albo życie inne niż to, które prowadzili moi rodzice? Dlaczego czuję winę, kiedy wybieram siebie? Dlaczego biorę odpowiedzialność za emocje innych, choć wiem, że nie powinnam?
Jednym ze sposobów patrzenia na takie doświadczenia jest koncepcja lojalności rodowej, obecna w ustawieniach rodzinnych kojarzonych z Bertem Hellingerem.
W tym ujęciu człowiek jest nie tylko odrębną jednostką, ale częścią większego systemu rodzinnego. Hellinger zakładał istnienie pewnego rodzaju „kolektywnego sumienia”, którego zadaniem jest ochrona przynależności do grupy. Według niego potrzeba przynależności może działać poza naszą świadomą wolą i pozostawać w konflikcie z tym, czego pragniemy jako jednostki.
To właśnie w tym kontekście można mówić o nieświadomej lojalności wobec rodziny.
W podejściu Hellingera lojalność nie oznacza jedynie świadomej wierności rodzinie.
Nie chodzi więc o myśl:
„Kocham moją rodzinę i chcę być wobec niej lojalna.”
Chodzi raczej o hipotetyczny, nieświadomy mechanizm, dzięki któremu człowiek pozostaje związany z systemem, z którego pochodzi.
Można to obrazowo przedstawić jako wewnętrzne przekonania:
„Jeżeli należę do Was, powinnam być taka jak Wy.”
„Jeżeli Wy cierpieliście, nie mam prawa mieć łatwiejszego życia.”
„Jeżeli mama nie zaznała szczęśliwej miłości, moje szczęście może oznaczać zdradę mamy.”
„Jeżeli w naszej rodzinie zawsze brakowało pieniędzy, bogactwo oddali mnie od moich bliskich.”
Nie musimy wypowiadać tych zdań ani nawet świadomie w nie wierzyć. W języku ustawień systemowych są one metaforycznym sposobem opisania wewnętrznego konfliktu pomiędzy przynależnością a indywidualnością.
Tutaj koncepcja Hellingera dotyka czegoś, co ma również bardziej konwencjonalne psychologiczne wyjaśnienie.
Dla dziecka więź z opiekunem jest fundamentalna. Dziecko uczy się świata poprzez relację: obserwuje emocje, zachowania, sposób reagowania na stres, pieniądze, ciało, bliskość, konflikt czy miłość.
Dlatego wiele rodzinnych wzorców może być przekazywanych bez żadnego „mistycznego programu”.
Przekazujemy sobie język.
Przekonania.
Sposób regulowania emocji.
Stosunek do własnego ciała.
Modele relacji.
Sposób reagowania na konflikt.
Historie opowiadane w rodzinie.
Ale również historie, o których nigdy się nie mówi.
Dlatego zdanie „niosę coś po mojej rodzinie” może mieć bardzo różne znaczenia.
Osoba pracująca w nurcie ustawień mogłaby dostrzegać lojalność rodową w powtarzających się schematach.
Przykładowo kobiety w kilku pokoleniach pozostają w relacjach z niedostępnymi emocjonalnie mężczyznami.
Kolejne osoby w rodzinie mają ogromny problem z pieniędzmi.
Kobieta odnosi sukces, lecz za każdym razem, gdy zaczyna zarabiać więcej, pojawia się silny lęk albo poczucie winy.
Mężczyzna nie potrafi pozwolić sobie na odpoczynek, ponieważ w jego rodzinie wartość człowieka zawsze wiązała się z ciężką pracą.
Dorosła córka nadal czuje się odpowiedzialna za emocje swojej matki.
Syn próbuje „uratować” matkę przed samotnością.
Ktoś nieświadomie wybiera partnerów przypominających rodzica.
Ważne jest jednak, aby nie traktować każdego powtarzającego się problemu jako dowodu istnienia programu rodowego. Podobne zjawiska mogą wynikać z uczenia się, przywiązania, przekonań, sytuacji ekonomicznej, środowiska, doświadczeń traumatycznych czy wielu innych czynników.
Jedną z najciekawszych form rodzinnej lojalności jest trudność w pozwoleniu sobie na życie inne niż życie rodziców.
Wyobraźmy sobie córkę, której matka przez większość życia była przeciążona, samotna i nieszczęśliwa w związku.
Córka dorasta.
Spotyka dobrego mężczyznę.
Jest kochana.
Czuje bezpieczeństwo.
I właśnie wtedy zamiast wyłącznie szczęścia może pojawić się dziwny niepokój.
Może zacząć sabotować relację, wycofywać się, szukać problemów albo czuć niewytłumaczalne poczucie winy.
W interpretacji systemowej można byłoby postawić pytanie:
„Czy jakaś część mnie uważa, że nie powinnam mieć więcej szczęścia niż moja mama?”
Nie jest to diagnoza. Jest to pytanie do autorefleksji.
Czasami samo jego zadanie pozwala zobaczyć konflikt, którego wcześniej nie potrafiliśmy nazwać.
Rodziny posiadają własne historie.
Wojny.
Utraty dzieci.
Przesiedlenia.
Ubóstwo.
Przemoc.
Alkoholizm.
Nagłe śmierci.
Samotność.
Bankructwa.
Rozstania.
Jeżeli cierpienie było obecne przez kilka pokoleń, człowiek może dorastać w kulturze rodzinnej, w której spokój wydaje się czymś obcym.
Wtedy bezpieczeństwo może paradoksalnie budzić napięcie.
Nie dlatego, że człowiek „chce cierpieć”.
Po prostu to, co znane, może być odbierane jako bardziej przewidywalne niż to, co nowe.
Dlatego czasami nieznany spokój może wydawać się bardziej niepokojący niż dobrze znany chaos.
Podobne mechanizmy można zauważyć w stosunku do pieniędzy.
Wyobraź sobie rodzinę, w której przez pokolenia powtarzano:
„Bogaci są nieuczciwi”.
„Na pieniądze trzeba ciężko pracować”.
„Pieniądze szczęścia nie dają”.
„My zawsze byliśmy biedni, ale uczciwi”.
Dziecko może połączyć dwa komunikaty:
rodzina = bezpieczeństwo
oraz
bogactwo = coś, czym my nie jesteśmy.
W dorosłości może więc świadomie pragnąć sukcesu, a jednocześnie doświadczać dyskomfortu, kiedy zaczyna zarabiać więcej niż rodzice.
Nie trzeba zakładać istnienia tajemniczej energii rodowej, aby taki mechanizm miał sens. W psychologii możemy mówić między innymi o internalizacji przekonań rodzinnych, modelowaniu zachowań i wpływie środowiska.
Język „lojalności rodowej” może natomiast pomóc niektórym osobom zobaczyć emocjonalny wymiar tego konfliktu:
„Czy wolno mi mieć więcej niż oni i nadal do nich należeć?”
Rodzinne schematy szczególnie wyraźnie mogą ujawniać się w bliskich relacjach.
Jeżeli dziecko nauczyło się, że miłość oznacza:
czekanie,
ratowanie,
zasługiwanie,
przewidywanie cudzych emocji,
rezygnowanie z własnych potrzeb,
chodzenie na palcach,
albo ciągłą walkę o uwagę,
to spokojna relacja w dorosłości może początkowo wydawać się... dziwna.
Czasami wręcz nudna.
Układ nerwowy może być przyzwyczajony do zupełnie innej intensywności.
Dlatego praca z rodzinnymi wzorcami nie polega wyłącznie na zrozumieniu:
„moja mama robiła to, a tata tamto”.
Chodzi również o odkrywanie:
„czego moje ciało nauczyło się oczekiwać od bliskości?”
W teorii Hellingera szczególne znaczenie przypisuje się osobom wykluczonym z systemu rodzinnego.
Mogą to być osoby, o których przestano mówić, osoby odrzucone, zmarłe, poprzedni partnerzy, dzieci zmarłe bardzo wcześnie czy członkowie rodziny obciążeni wstydem.
Hellinger uważał, że system dąży do zachowania przynależności wszystkich swoich członków, a wykluczenie jednej osoby może prowadzić do późniejszych „uwikłań” kolejnych członków rodziny. Koncepcja przynależności należy do podstawowych założeń jego modelu.
Trzeba jednak mocno podkreślić: nie ma podstaw naukowych do stwierdzenia, że późniejszy członek rodziny automatycznie „przejmuje los” wykluczonej osoby.
Możemy natomiast sensownie badać, jaki wpływ na rodzinę mają tajemnice, niewypowiedziana żałoba, wstyd czy sposób opowiadania rodzinnej historii.
To pytanie jest szczególnie interesujące w pracy z ciałem.
Nie powiedziałabym jednak:
„Twoje ciało przechowuje traumę Twojej prababci”.
To byłoby zbyt daleko idące twierdzenie.
Możemy natomiast powiedzieć, że ciało człowieka reaguje na jego własne doświadczenia, emocje, przewlekły stres, relacje i poczucie bezpieczeństwa.
Człowiek wychowany w środowisku, w którym trzeba było stale obserwować nastroje innych, może również w dorosłości bardzo szybko wychwytywać zmianę tonu głosu, napięcie twarzy czy ruch ciała drugiej osoby.
Ciało nauczyło się:
„muszę być czujna”.
Dlatego praca z ciałem może stać się interesującym uzupełnieniem refleksji nad rodzinnymi wzorcami — nie poprzez szukanie w ciele „historii przodków”, ale poprzez obserwowanie tego, co dzieje się w nim dzisiaj.
Zamiast pytać od razu: „Jaki program rodowy mnie blokuje?”, warto zacząć spokojniej.
Możesz zapytać siebie:
Jak wyglądały związki kobiet i mężczyzn w mojej rodzinie?
Jak w moim domu mówiło się o pieniądzach?
Kto miał prawo odpoczywać?
Kto musiał być silny?
Czy wolno było płakać?
Jak reagowano na złość?
Czy można było powiedzieć „nie”?
Czy dzieci mogły mieć inne zdanie niż rodzice?
Jak traktowano ciało i seksualność?
Kto opiekował się wszystkimi?
Kto był rodziną „trudną”, „złą”, „niewygodną”?
O kim się nie mówiło?
Jakie wydarzenia w historii rodziny były otoczone ciszą?
A później najważniejsze:
Co z tego wszystkiego nadal robię ja?
Można spojrzeć na to inaczej:
nie musisz przestawać być lojalna wobec swojej rodziny.
Możesz natomiast przestać utożsamiać miłość z powtarzaniem jej cierpienia.
Możesz kochać matkę i żyć inaczej niż ona.
Możesz szanować ojca i podejmować inne decyzje.
Możesz pamiętać o babci i nie powtarzać jej historii.
Możesz pochodzić z rodziny, w której brakowało pieniędzy, i żyć w dobrobycie.
Możesz pochodzić z rodziny pełnej trudnych związków i stworzyć spokojną relację.
Możesz pamiętać o tym, co wydarzyło się wcześniej, bez budowania z tego własnego przeznaczenia.
Przynależność nie musi oznaczać powtarzania.
To jedna z najważniejszych myśli, jakie możemy zabrać z refleksji nad lojalnością rodową.
Tutaj potrzebne jest ważne rozróżnienie.
„Program lojalności rodowej”, „sumienie rodowe”, „uwikłanie” czy „porządki miłości” są pojęciami należącymi do teorii ustawień rodzinnych Hellingera. Nie są uznanymi mechanizmami psychologicznymi potwierdzonymi badaniami naukowymi.
Same ustawienia rodzinne również pozostają metodą kontrowersyjną.
Przegląd systematyczny opublikowany w 2021 roku obejmował 12 badań i 568 uczestników. W części badań obserwowano poprawę po udziale w ustawieniach, jednak autorzy jednoznacznie zaznaczyli, że liczba badań i ogólna jakość dowodów były niskie. W części badań odnotowano również niewielkie lub umiarkowane negatywne skutki u około 5–8% uczestników.
Nowsza analiza z 2026 roku, koncentrująca się na badaniach randomizowanych, oceniła istniejące dowody znacznie bardziej krytycznie: wszystkie uwzględnione badania uznano za obarczone wysokim ryzykiem błędu, a pewność dowodów za bardzo niską. Autorzy uznali, że na obecnym etapie nie ma wiarygodnych podstaw do rekomendowania ustawień jako skutecznego leczenia określonych problemów klinicznych. Jest to jednak preprint, czyli publikacja, która nie przeszła jeszcze pełnego procesu recenzji naukowej.
W polskiej literaturze psychoterapeutycznej również pojawiała się poważna krytyka metody. Analiza Małgorzaty Talarczyk wskazywała między innymi na problemy związane z kontraktem terapeutycznym, diagnozą, procesem terapii, superwizją, poufnością i możliwością alternatywnego rozumienia problemu.
Dlatego ustawienia i język lojalności rodowej najlepiej traktować jako jeden ze sposobów symbolicznego patrzenia na historię rodzinną, a nie jako naukowo potwierdzoną diagnozę czy wyjaśnienie przyczyn choroby, traumy albo problemów psychicznych.
Historia rodziny ma znaczenie.
To z niej przychodzimy.
W niej po raz pierwszy uczymy się miłości, bliskości, bezpieczeństwa, konfliktu, pieniędzy, ciała, kobiecości, męskości, odpowiedzialności i przynależności.
Ale historia rodziny nie musi być naszym przeznaczeniem.
Możemy ją poznawać.
Możemy zauważać powtarzające się wzorce.
Możemy z szacunkiem patrzeć na doświadczenia naszych rodziców i dziadków.
A jednocześnie możemy powiedzieć:
„Widzę Waszą historię. Szanuję to, przez co przeszliście. Ale nie muszę powtarzać Waszego cierpienia, żeby do Was należeć.”
Być może właśnie w tym miejscu zaczyna się prawdziwa zmiana.
Nie wtedy, kiedy odcinamy się od swoich korzeni.
Ale wtedy, kiedy potrafimy z nich czerpać, jednocześnie pozwalając sobie rosnąć we własnym kierunku.
Bo możemy kochać tych, którzy byli przed nami — i mimo wszystko wybrać własne życie.
Ilona Malicka-Janek
Profesjonalne Sesje i Masaże Tantryczne, sesje Life Coachingu, zmiana stylu życia.
Zadbaj o swoje zdrowie z ekspertem.
Pon-Pt: 10:00 - 21:00
Sob: 10:00 - 17:00
Niedz: Zamknięte
Strona www stworzona w kreatorze WebWave